Dyrektor ma ostatnie słowo

Myślę, że Internet to odpowiednie miejsce na anonimowe ponarzekanie sobie na swojego szefa i warunki pracy, z jakimi wiąże się zajmowane przeze mnie stanowisko asystenckie. W firmie nie mogę oficjalnie pożalić się na swojego przełożonego i nawał obowiązków, jakim codziennie rano mnie obdarza, bo plotki o moich skargach w jednej chwili trafiłyby do uszu dyrektora oddziału, a ja musiałabym się albo z nich tłumaczyć, albo od razu spakować rzeczy i pożegnać z posadą asystentki.

Jako, że poszukiwania pracy zajęły mi ponad pół roku, potrafię docenić, że w końcu udało mi się znaleźć zatrudnienie i póki co nie mam zamiaru z niego zrezygnować. Może i mam dużo obowiązków, a dyrektor oddziału, którego jestem asystentką nie należy do najsympatyczniejszych osób na świecie, jednak i tak potrafię podać kilkanaście innych mniej sympatycznych i słabiej płatnych stanowisk pracy. Z obowiązkami jakoś się wyrabiam (choć z trudem), a dyrektor oddziału, gdy nie wchodzi mu się w drogę potrafi być całkiem znośny, dyrektor oddziału Warszawa. Pan Witold, szef wszystkich szefów w naszej firmie jest osobą przyzwyczajoną do tego, że wszyscy podwładni wykonują jego zalecenia bez szemrania i bez zbytniego dociekania co, jak i dlaczego. Jeśli dyrektor każe ci coś zrobić powinieneś się za to zabrać w pierwszej chwili jak tylko usłyszysz polecenie, bo inaczej może cię czekać sroga kara. Już parę razy musiałam porzucić aktualne zadanie i zająć się czymś innym, w moim mniemaniu mniej ważnym, tylko dlatego, że dyrektor tak zarządził. Jestem jego asystentką i muszę się go słuchać – taka jest moja praca.


Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *