Mam za swoje

Wyraźnie czuję, że coś jest ze mną nie tak. Już wczoraj wieczorem pobolewało mnie gardło, jednak miałem nadzieję, że to chwilowy spadek formy i tymczasowa infekcja. Niestety, dzisiaj rano wstałem ze stanem podgorączkowym i uczuciem, jakbym w gardle miał wielki kaktus, który za każdym połknięciem śliny wbija mi się dotkliwie w miękką śluzówkę. Czuję, że to weekendowe podróże i spotkania ze znajomymi dały mi się we znaki, a weekendowe szaleństwo przyjdzie mi odpłacić własnym zdrowiem.

Od kiedy rozpocząłem pracę w zawodzie dyrektora oddziału, dyrektor oddziału Częstochowa, nie mam prawie wcale czasu dla swoich znajomych. Gdy w tamten piątek jeden z kolegów zaproponował, byśmy całą paczką spędzili weekend poza Częstochową, targany wyrzutami sumienia związanymi z zaniedbaniem życia prywatnego, zgodziłem się na wyjazd, choć wcale nie czułem, że mam na  niego ochotę. Po całym tygodniu pracy w oddziale miałem ochotę nic nie robić, tylko leżeć przez cały weekend do góry brzuchem.

Duża ilość świeżego, zimnego powietrza i alkoholu wlewanego w organizm w celu „ocieplenia się” sprawiła, że dziś czuję się, jakbym lada chwila miał zejść z tego świata. Boli mnie głowa i gardło, mam wysoką gorączkę, leci mi z nosa, a suchy kaszel chce mi wyrwać płuca z klatki piersiowej. Wziąłem sobie dzień wolnego na podkurowanie się, ale podejrzewam, że na jednym dniu się nie skończy. Czeka mnie długotrwałe leżenie w łóżku i wygrzewanie rozchorowanego organizmu.


Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *