Monthly Archive: Styczeń 2015

Dyrektor-widmo

Dyrektor naszego oddziału jest człowiekiem bardzo specyficznym, którego nadal nie mogę do końca rozgryźć.  Zanim rozpocząłem pracę w oddziale bankowym byłem przyzwyczajony do przełożonych, których bardzo ciekawi praca swoich podwładnych. W poprzedniej pracy niemal co miesiąc mieliśmy dwugodzinne spotkania z dyrektorem, na których ten omawiał nasze wyniki, roztaczał przed nami wizje świetnie prosperującej firmy i zachęcał do intensywniejszej pracy.

z59W obecnej firmie mam wrażenie, że dyrektor oddziału Siedlce to dyrektor-widmo. W pracy zjawia się prawie zawsze przede mną i wychodzi z niej później. W niektóre dni nie zjawia się w oddziale w ogóle i nikogo to jakoś nie dziwi. Naszego dyrektora widziałem tylko raz – podczas ostatniego etapu moich rozmów kwalifikacyjnych. Wpadł na spotkanie dosłownie na trzy minuty, popatrzył na mnie, zadał jedno pytanie i wykręcając się nawałem pracy wyszedł ze spotkania. Czasem wydaje mi się, że jego siwa czupryna miga mi gdzieś na piętrze, ale nigdy nie jestem w stanie potwierdzić czy jest tak w rzeczywistości.

W dni, w których mam więcej czasu na przemyślenia i chcę się zabawić snuciem podejrzeń wyobrażam sobie, że naszego dyrektora tak naprawdę nie ma, od czasu do czasu zatrudniany jest tylko aktor grający go przed pracownikami. Z drugiej strony w placówce bankowej chyba musi być jakiś dyrektor. Już sam nie wiem co o tym myśleć.

Jasne plany na przyszłość

Moim wielkim marzeniem związanym z życiem zawodowym jest dostanie się na stanowisko dyrektora oddziału bankowego, dyrektor oddziału Zawiercie. Gdy podejmowałem pracę w zatrudniającym mnie banku, w głowie miałem tylko jedną myśl – pracować tak wydajnie, by awansować możliwie jak najszybciej i piąć się w strukturze firmy. Nigdy nie satysfakcjonowały mnie niskie stanowiska, bo wiem, że stworzony jestem do tego, by zarządzać, a nie być zarządzanym.

q59Moje plany odnośnie przyszłych awansów przez niektórych pracowników postrzegane jest jako lizusostwo i wkupywanie się w łaski przełożonych. Nic bardziej mylnego – nie podlizuję się, a po prostu dbam o swoje interesy, angażuję się w sprawy firmy i czuwam nad tym, by zarząd widział moje poświęcenie.

W pracy nie muszę mieć przyjaciół, bo praca nie jest od przyjaźnienia się. Gdy w końcu zostanę dyrektorem oddziału i tak nie będę się z nikim przyjaźnił, bo to byłoby nieprofesjonalne, dlatego nie ma sensu bratać się z innymi pracownikami. Na przyjaźnie w pracy i tak nie mam już większych szans, bo niestety nie jestem zbyt lubiany. Koledzy wykluczają mnie ze swoich spotkań, ignorują w planach i pomijają w rozmowach. Pewnie do tego obmawiają mnie za moimi plecami. Nigdy ich nie nakryłem, ale jestem pewny, że wyrażają się o mnie niezbyt pochlebnie.