Dyrektor-widmo

Dyrektor naszego oddziału jest człowiekiem bardzo specyficznym, którego nadal nie mogę do końca rozgryźć.  Zanim rozpocząłem pracę w oddziale bankowym byłem przyzwyczajony do przełożonych, których bardzo ciekawi praca swoich podwładnych. W poprzedniej pracy niemal co miesiąc mieliśmy dwugodzinne spotkania z dyrektorem, na których ten omawiał nasze wyniki, roztaczał przed nami wizje świetnie prosperującej firmy i zachęcał do intensywniejszej pracy.

W obecnej firmie mam wrażenie, że dyrektor oddziału Siedlce to dyrektor-widmo. W pracy zjawia się prawie zawsze przede mną i wychodzi z niej później. W niektóre dni nie zjawia się w oddziale w ogóle i nikogo to jakoś nie dziwi. Naszego dyrektora widziałem tylko raz – podczas ostatniego etapu moich rozmów kwalifikacyjnych. Wpadł na spotkanie dosłownie na trzy minuty, popatrzył na mnie, zadał jedno pytanie i wykręcając się nawałem pracy wyszedł ze spotkania. Czasem wydaje mi się, że jego siwa czupryna miga mi gdzieś na piętrze, ale nigdy nie jestem w stanie potwierdzić czy jest tak w rzeczywistości.

W dni, w których mam więcej czasu na przemyślenia i chcę się zabawić snuciem podejrzeń wyobrażam sobie, że naszego dyrektora tak naprawdę nie ma, od czasu do czasu zatrudniany jest tylko aktor grający go przed pracownikami. Z drugiej strony w placówce bankowej chyba musi być jakiś dyrektor. Już sam nie wiem co o tym myśleć.


Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *