b59

Mój dyrektor oddziału to facet naprawdę w dechę, że się tak slangowo wyrażę. Dyrektorzy poważnych banków zazwyczaj zachowują się jakby połknęli kij od szczotki, jednak na szczęście mój jest inny. Tam, gdzie istnieje jakakolwiek szansa na złagodzenie biurowego rygoru, tam dyrektor pozwala nam popuścić pasa, pamiętając przy tym o zachowaniu wszelkich standardów obsługi klienta. Chyba dzięki temu nasz oddział cieszy się dużym uznaniem w oczach klientów i na nas wpływa najmniej skarg.
Jakiś czas temu dyrektor usłyszał gdzieś, że w naszym mieście organizowana jest zbiórka pieniędzy na bardzo chorego chłopca, który walczy z nowotworem oka. Szef przejął się tym bardzo i bardzo zaangażował w pomoc temu dziecku. Byliśmy w szoku, gdy dyrektor wezwał wszystkich pracowników do siebie, z wielką powagą poinformował o trudnej sytuacji chłopca i poprosił o pomoc (w miarę naszych możliwości) oraz rozpowszechnianie informacji o zbiórce. Drogą pantoflową dowiedziałem się, że dyrektor przeznaczył całą swoją ostatnią premię na tego chłopca, a premia była niemała. Oczywiście większość naszego oddziału wspomogła jakąś kwotą zbiórkę dla chłopczyka, jednak nikt nie zrobił tyle, co dyrektor. Co chwila biega na jakieś spotkania, pomaga w zbieraniu nakrętek i publikuje w Internecie informacje o akcji.