Poza pracą

Integracja pracowników

integracja zespołuKierownik oddziału musi dbać o prawidłową integrację między pracownikami, o ich wzajemny szacunek oraz o jakość pracy. Żadnego z tych obszarów nie można traktować „po macoszemu”, bo każdy z nich jest równie ważny, zwłaszcza w oddziałach, gdzie stale współpracuje ze sobą na zmianach kilka osób. Codzienne przebywanie ze sobą powinno być dla pracowników przyjemne – tylko wtedy firma będzie pracowała efektywnie.

Integracja ‒ i co dalej?

Zwykle jedna integracja nie wystarczy, by pracownicy dostatecznie zżyli się ze sobą. Potrzeba kilku razów, by zespół stworzył swoją dynamikę oraz by zostały odpowiednio przydzielone role każdemu z członków. W końcu w każdej firmie jest osoba, która pracuje za dwóch, ktoś, kto zawsze się spóźnia, ale za to powala wynikami… Jest ktoś chorowity, pupilek szefa – w pozytywnym znaczeniu – to osoba, która potrafi najwięcej wynegocjować dla zespołu. Są doskonali organizatorzy, wspaniali psycholodzy, którzy łagodzą konflikty narosłe w zespole… Integracja służy również temu, aby te role zostały przydzielone naturalnie.

Kiedy przeprowadzić integrację? Na początku tworzenia zespołu – to jasne. Potem z okazji świąt, ale również wtedy, kiedy widzimy, że w zespole źle się dzieje. Często podczas imprez konflikty rozwiązuje się najlepiej, bo na neutralnym gruncie. Często nie wymaga to ingerencji osób trzecich – to się po prostu dzieje.

Szkolenia dla dyrektorów oddziału

szkolenieFirmy szkoleniowe wyrastają niczym grzyby po deszczu. Stosują one coraz lepsze i bardziej efektowne techniki szkoleniowe, które robią wrażenie nawet na wieloletnich pracownikach. Szkolenia dla dyrektorów oddziałów miewają szczególny wydźwięk – chodzi w nich głównie o nauczenie pracowników radzenia sobie ze stresem, pracy pod presją czasu oraz radzenia sobie w trudnych sytuacjach, również kadrowych.

Szkolenia w lesie, szkolenia w ośrodku

Często szkoleniowcy wybierają niestandardowe miejsce, aby przekazać klientom niezbędną wiedzę. Bywa, że jest to las lub inne tego typu miejsce, które absolutnie nie kojarzy się dyrektorom oddziału z ich miejscem pracy. Ma to swój ukryty cel – chodzi o wyzwolenie innego patrzenia na świat i problemy, a to za sprawą wzbudzenia kreatywności.

Po każdym szkoleniu kierownicy oddziałów wychodzą bogatsi nie tylko o nową wiedzę przydatną w ich pracy zawodowej, ale również w nowe znajomości, wzmocnioną sprawność fizyczną oraz nowe, interesujące doświadczenia, których być może nigdy nie będą chcieli przenieść na grunt zawodowy.

Szkolenia dla dyrektorów oddziału

szkolenia dla dyrektorówDyrektorzy oddziału również odbywają liczne szkolenia, tak jak pracownicy na każdym szczeblu. U nich jednak zwykle związane one są z radzeniem sobie ze stresem lub nowymi produktami, np. bankowymi.

Szkolenia wyjazdowe i miejscowe

Zwykle odbywanie szkoleń wiąże się z częstymi wyjazdami. Czasem kreatywność organizatorów szkoleń sięga bardzo daleko i szkolenie jest zorganizowane np. w lesie lub innym nietypowym miejscu. Wiąże się to z koniecznością uruchomienia u takich osób mechanizmów niestandardowego myślenia. Bywa to przydatne w nietypowych sytuacjach, gdzie czasem trzeba nieco nagiąć pewne procedury.

Techniki negocjacyjne, business English oraz wiele szkoleń pomagających polepszyć asertywność lub zarządzanie sobą w czasie, również są proponowane dyrektorom oddziałów. Uczestnictwo w nich jest zwykle w pełni odpłatne, tak jak żywienie i zakwaterowanie w ośrodku szkoleniowym lub nieco innym, dość niesztampowym miejscu, w którym również można się wiele nauczyć. Tak czy inaczej – uczestnictwo w szkoleniach zawsze poszerza nasze horyzonty, na jakim stanowisku byśmy się nie znajdowali.

Mam za swoje

Wyraźnie czuję, że coś jest ze mną nie tak. Już wczoraj wieczorem pobolewało mnie gardło, jednak miałem nadzieję, że to chwilowy spadek formy i tymczasowa infekcja. Niestety, dzisiaj rano wstałem ze stanem podgorączkowym i uczuciem, jakbym w gardle miał wielki kaktus, który za każdym połknięciem śliny wbija mi się dotkliwie w miękką śluzówkę. Czuję, że to weekendowe podróże i spotkania ze znajomymi dały mi się we znaki, a weekendowe szaleństwo przyjdzie mi odpłacić własnym zdrowiem.

40Od kiedy rozpocząłem pracę w zawodzie dyrektora oddziału, dyrektor oddziału Częstochowa, nie mam prawie wcale czasu dla swoich znajomych. Gdy w tamten piątek jeden z kolegów zaproponował, byśmy całą paczką spędzili weekend poza Częstochową, targany wyrzutami sumienia związanymi z zaniedbaniem życia prywatnego, zgodziłem się na wyjazd, choć wcale nie czułem, że mam na  niego ochotę. Po całym tygodniu pracy w oddziale miałem ochotę nic nie robić, tylko leżeć przez cały weekend do góry brzuchem.

Duża ilość świeżego, zimnego powietrza i alkoholu wlewanego w organizm w celu „ocieplenia się” sprawiła, że dziś czuję się, jakbym lada chwila miał zejść z tego świata. Boli mnie głowa i gardło, mam wysoką gorączkę, leci mi z nosa, a suchy kaszel chce mi wyrwać płuca z klatki piersiowej. Wziąłem sobie dzień wolnego na podkurowanie się, ale podejrzewam, że na jednym dniu się nie skończy. Czeka mnie długotrwałe leżenie w łóżku i wygrzewanie rozchorowanego organizmu.

Duże zakupy

37Postanowiłam, że pierwszą pensję w zawodzie dyrektora oddziału w całości wydam na własne zachcianki, potrzeby, zakupy i rzeczy, o których zawsze marzyłam. Uznałam, że po dwóch miesiącach ciężkiej walki o awans należy mi się jakaś nagroda, a skoro przyjmując ofertę pracy jako dyrektor przyjęłam bardzo korzystne warunki finansowe, po pierwszym miesiącu dyrektorowania miałam naprawdę sporo pieniędzy na rozpieszczanie samej siebie. W zawodzie dyrektora oddziału zarabiam prawie 10 tysięcy złotych netto – sami przyznacie, że to całkiem niezła kwota na babskie zakupy.

Roztrwanianie pierwszej pensji rozpoczęłam od zakupu nowego serwisu obiadowego na dwanaście osób, o którym marzyłam od przeszło dwóch lat. Niestety, jakoś nigdy wcześniej nie mogłam się zebrać, by wydać ponad tysiąc złotych na ładne talerze, jednak w końcu mogłam sobie pozwolić na rozrzutność. Po talerzach przyszedł czas na prezenty „dla siebie”, które skończyły się wydaniem prawie trzech tysięcy złotych na nowe ubrania i kosmetyki. Pojechałam do największej galerii handlowej w promieniu pięćdziesięciu kilometrów i nie żałowałam pieniędzy na to, co akurat wpadło mi w oko. Wiedziałam, że i tak nie wydam wszystkiego, bo jestem dość wybredna.

Aby dobrze zakończyć sezon wydawania pieniędzy, postanowiłam najbliższy weekend spędzić w luksusowym salonie spa, gdzie zrelaksowałam się od palców u stóp, aż po czubek głowy. Wypoczęta, zadowolona i świetnie ubrana mogłam z lekkim sercem rozpocząć kolejny miesiąc urzędowania jako dyrektor oddziału Tarnów!

Trudne sprawy

Wśród swoich znajomych mam pewnego kolegę, Maćka, który od wielu lat pracuje jako dyrektor oddziału Sosnowiec. Szczerze dziwię się jego żonie, że cały czas ze stoickim spokojem znosi nieobecność męża w domu i nie przejmuje się tym, że jej partner więcej czasu spędza w biurze niż w domu, z rodziną. Jola ma iście anielską cierpliwość na tego swojego mężą.

36Maćka i Jolkę poznałam jeszcze na studiach, gdy wszyscy byliśmy młodzi, weseli i mieliśmy ogromne plany na przyszłość. Studiowaliśmy ekonomię i marzyliśmy o jakiejś zawrotnej karierze w finansach. Tylko Maćkowi udało się zrobić wielką karierę, jednak pod względem ogromu poświęcenia i pracy jakie musiał włożyć, aby otrzymać posadę dyrektora oddziału nazwałabym go raczej wielkim przegranym.

Od czasu do czasu otrzymuję smutny telefon od Jolki, która prosi o szybkie spotkanie, na którym mogłaby się dowoli wypłakać mi w rękaw. Szkoda mi Jolki i współczuję życia, jakie ma u boku swojego Maćka. Maciek, w trakcie kilkunastu lat pracy w banku bardzo się zmienił – z wesołego chłopaka o pogodnym usposobieniu stał się dyrektorem z krwi i kości – mrukiem, który uważa, że pozjadał wszystkie rozumy i każdy znajomy powinien kłaniać mu się w pas, z racji tego, na jak wysokim stanowisko siedzi. Już dawno przestałam lubić Maćka, jednak nie powiem tego otwarcie Joli, bo załamałaby się jeszcze bardziej. Staram się ją wspierać jak mogę, jednak nie jestem cudotwórcą i nie poradzę na każde smutki.

Rekompensata

Mój sposób postępowania w stosunku do członków rodziny nie jest zbyt dobry. Nie mam czasu na terminowe powroty z pracy do domu, na czym cierpią moje relacje z żoną i dziećmi. Aby jakoś zrekompensować rodzinie brak mojej obecności w ich życiu, próbuję przekupić ich za pomocą prezentów i dużych zastrzyków finansowych, które mogą wykorzystywać na dowolnie przez siebie wybrane cele.

35Z żoną nie mamy wspólnego konta bankowego, ponieważ przed zawarciem związku małżeńskiego zdecydowaliśmy o rozdzielności majątkowej. Nie oznacza to jednak, że nie daję żonie pieniędzy na utrzymanie domu i dbanie o domowe ognisko. Od czasu do czasu funduję jej również eleganckie wizyty w spa lub w salonach kosmetycznych. Dzieci otrzymują ode mnie co tydzień wysokie kieszonkowe, a do tego nie szczędzę pieniędzy na ich zachcianki czy marzenia. Gdy syn wymyślił, że chciałby wyjechać na dwa tygodnie do Austrii w góry, bez zastanowienia dałem mu pieniądze na rozwijanie swoich snowboardowych pasji. Córka namawia mnie na zakup samochodu dla niej i chociaż nadal nie wyraziłem zgody, prędzej lub później Zuza postawi na swoim i dostanie wymarzonego Mini Morrisa.

Podejrzewam, że moja rodzina wolałaby zamiast pieniędzy otrzymać od czasu do czasu moją obecność w ich życiu, jednak jako dyrektor oddziału Tychy nie mam zbyt dużo czasu na życie prywatne. Mój oddział pracuje nawet w soboty, dlatego jedynie w niedziele spędzam czas w domu. Gdy nie ma mnie w pracy i tak myślami wciąż w niej jestem, a wolne chwile poświęcam na nadganianie zawodowych obowiązków i obmyślanie strategii. Chyba jestem pracoholikiem.

Kawa to życie

Gdyby nie kawa i napoje energetyczne na pewno nie dałbym rady w codziennej pracy w zawodzie dyrektora oddziału. Wykonując ten zawód nie mogę liczyć na normowany czas pracy i często wracam do domu w późnych godzinach wieczornych, gdy wszyscy inni pracownicy firmy już dawno wyszli z firmy. Na szczęście od czasu do czasu, w przypadku dni, w których nie dzieje się nic ciekawego i moja osoba nie jest firmie niezbędna, udaje mi się trochę wcześniej wyjść z biura i wrócić do domu przed żoną i dziećmi.

34W celu utrzymania formy i jasności umysłu przez więcej niż osiem godzin dziennie, muszę się wesprzeć sztucznymi dopalaczami i napojami energetycznymi. Podstawą mojej zawodowej egzystencji jest przede wszystkim kawa, którą mógłbym pić hektolitrami. Niestety, jak udowodnili jacyś specjaliści, zbyt duże ilości kawy nie są dobre dla naszego organizmu, dlatego chcąc nie chcąc ograniczam się do czterech filiżanek dziennie. No, może nie nazwałbym tych kaw filiżankami, ale na pewno jest ich nie więcej niż cztery.

Gdy pomiędzy kolejnymi kubkami kawy czuję, że spada mi poziom kofeiny we krwi, wtedy sięgam po jedną z puszek wchodzących w skład mojego „żelaznego zapasu”. W swoim gabinecie mam mini-lodówkę po brzegi wypełnioną puszkami z coca-colą, dyrektor oddziału Poznań. Dzięki zastrzykowi cukru i kofeiny jestem w stanie przetrwać kryzys związany z potrzebą wypicia kawy i pracować całkiem efektywnie. Najgorsze jest to, że im więcej kofeiny dostarczam do swojego organizmu, tym bardziej się do niej przyzwyczajam i tym mniej działa ona na mój umysł.

Problemy ze snem

Nie wiem co się dzieje, ale od pewnego czasu mam bardzo duże problemy ze snem. Nie zaśnięciem, a ze snem w ogóle. Przeciętnie dwa razy w tygodniu dochodzi do takiej sytuacji, że budzę się w środku nocy i przez kolejne dwie godziny przewracam się z boku na bok, bo nie mogę usnąć. Po głowie kołaczą mi się jakieś dziwne myśli, nie zawsze związane z życiem zawodowym lub prywatnym. Wystarczy, że wieczorem obejrzę jakiś film lub serial, a w nocy przez dwie godziny odtwarzam w głowie poszczególne sceny i nie mogę się od tego uwolnić. Te nocne przebudzenia nie są zwykłymi ocknięciami, po których za moment zapada się w kolejny sen, a kilkugodzinnymi przerwami, w których serce bije mi jak oszalałe.

28Żona stwierdziła, że problemy ze snem wynikają z podenerwowania odpowiedzialną funkcją dyrektora oddziału, jaką zajmuję. Nie wydaje mi się jednak, by była to prawdziwa przyczyna, bo dyrektorem jestem od ponad pięciu lat, a problemy ze snem (a raczej jego brakiem) zaczęły się kilka miesięcy temu. W pracy nie wydarzyło się ostatnio nic szczególnego, a mimo, że od czasu do czasu biorę udział w jakichś stresujących sytuacjach, to nie dzieje się to nagminnie i nie oceniłbym swojego zawodu jako stresujący, dyrektor oddziału Gliwice.

Jeśli tak dalej pójdzie chyba w końcu wybiorę się do jakiegoś lekarza i zapytam o co w tym wszystkim chodzi. Może znajdzie się jakiś dobry specjalista, który pomoże mi zorientować się w przyczynie moich problemów, bo coraz bardziej denerwuje mnie brak niezbędnego snu, który wpływa na efektywność wykonywanej przeze mnie pracy.

Pieniądze w moim życiu

Na swoją pozycję i funkcję dyrektora oddziału nie szczędzę ani pieniędzy, ani czasu. Uważam, że jako człowiek sukcesu i osoba odpowiedzialna za pracę całego oddziału powinienem prezentować się możliwie jak najlepiej i nie za bardzo obchodzi mnie jakimi środkami osiągnę zamierzony cel.

Przyzwyczaiłem się, że pieniądze są środkiem, który znacznie ułatwia życie i przyspiesza realizację postawionych sobie zadań. Wiadomo, kto ma pieniądze ten ma władzę, a jako, że ja tych pieniędzy trochę mam, to i na władzę nie narzekam, kierownik oddziału Bydgoszcz.

24Podejrzewam, że niektórzy znajomi z zazdrością patrzą na poziom życia mój i mojej rodziny, a swoją zazdrość kryją pod zawistnymi słowami i obmowami. Nie raz słyszałem, że jestem sknerą, żyję ponad stan, nie dzielę się z innymi tym, co posiadam lub jestem wielkim panem z kupą pieniędzy. Moje dzieci otrzymują zazwyczaj przydomek bananowych, co oznacza, że nie znają życia i nie umieją zarobić na własne potrzeby, bo tatuś im na wszystko daje. Owszem, ułatwiam swym pociechom pewne kroki, głównie te odjęte w kierunku nauki i studiów, jednak nie oznacza to, że bez skrępowania daję im tyle pieniędzy, ile potrzebują. Wychodzę z założenia, że na własne przyjemności i zabawę moje dzieci powinny same zarobić. Ja mogę im zasponsorować kurs językowy za granicą lub zapłacić czesne na studia. Jeśli marzą o wyjeździe w góry na narty – na to muszą znaleźć pieniądze sami.