Życie osobiste

Małe wagary

Dziś postanowiłem zrobić sobie wolne i nie poszedłem  do firmy. O 8 rano zadzwoniłem, że źle się czuję i nie przyjdę do pracy, a następnie położyłem się z powrotem do łóżka i przespałem dwie kolejne godziny. Jako dyrektor oddziału Łomża od czasu do czasu mogę sobie pozwolić na urywanie się z pracy, bo wiem, że nikt mi nic nie powie i nie zarzuci, że nie interesuję się firmą. Wolne od pracy biorę na tyle rzadko, że nie czuję się z tego powodu winny. Traktuję to jak małą nagrodę za sumienne wykonywanie wszystkich zawodowych obowiązków.

w59Podejrzewam, że pracownicy oddziału bardzo się cieszą, że dyrektora nie ma dzisiaj w firmie. Wiadomo jak to jest – jak nie ma kadry zarządzającej to każdemu pracuje się lepiej i mniej nerwowo.

Moje plany na dzisiaj nie są jeszcze sprecyzowane. Póki co wstałem, wypiłem herbatę i zjadłem jednego rogalika. Przejrzałem też najnowsze informacje w Internecie i zadzwoniłem do żony zapytać jak tam w pracy.

Dawno nie odwiedzałem siłowni, dlatego może akurat tam skieruję dziś swoje kroki. Mój brzuch zaczyna powoli przypominać piłeczkę, z czego nie jestem zadowolony. Teraz zbliżają się Święta, więc katowanie się brzuszkami nie ma sensu, ale może w nowym roku wezmę się ponownie na ćwiczenia. To nie będzie postanowienie noworoczne, bo takowych nie uznaję. Uważam, że postanowienia noworoczne to zwykły chwyt marketingowy mający zachęcić konsumentów do wydawania pieniędzy na produkty mające pomóc w jego realizacji. Jedna wielka ściema.

Dwaj synowie

Jestem przeogromnie dumna z moich dwóch synów, którzy nie zaprzepaścili swojej szansy na godne i wygodne życie, postawili na naukę i ciężką pracę, która im się opłaciła. Mówi się, że jeśli ma się bliźniaki, zawsze jeden jest bardziej zdolny od tego drugiego. Moi synowie są zapewne wyjątkiem od reguły, ponieważ zarówno Arek, jak i Marek są zdolnymi i ambitnymi chłopakami, którzy dążyli do postawionych przez siebie celów tak długo, aż ich nie osiągnęli.

39Jedyna różnica w mądrości moich synów polega na tym, że Arek jest typowym humanistą rozmiłowanym w historii, w kulturze i polityce, przez co wybrał się na studia prawnicze, które ukończył z wyróżnieniem. Obecnie Arek jest wziętym adwokatem w Kaliszu, ma własną kancelarię adwokacją i spełnia się w tym, co robi. Marek, z kolei, to umysł ścisły, który z historią nigdy sobie nie radził, natomiast równania matematyczne czy wzory chemiczne nie stanowiły dla niego większego problemu. Marek ukończył ekonomię i po wielu latach pracy w banku dostał się na stanowisko dyrektora oddziału, dyrektor oddziału Kalisz.

Obydwaj moi synowie w swoim życiu zawodowym osiągnęli pełnię szczęścia i zadowolenia z samym siebie. Niestety, jak to często w życiu bywa, sukces zawodowy nie idzie w parze z sukcesem prywatnym. Arek rok temu przeszedł przez trudny rozwód ze swoją żoną, po którym przez długi czas nie mógł się pozbierać. Marek nigdy nie był żonaty, bo posada dyrektora skutecznie umożliwia mu nawiązanie trwałych relacji z kobietami. Marek nie ma czasu na rodzinę, bo póki co zajęty jest rozwojem swojej kariery. Cały czas powtarzam mu, że powinien zająć się sprawami osobistymi, ale nie chce mnie słuchać.

Dbam o męża

30Mój mąż jak na dyrektora oddziału i człowieka bardzo wpływowego jest osobą dość skromną i starającą się nie wywyższać ani posadą, ani ilością pieniędzy, jakie co miesiąc przynosi do naszego domu. Ma zupełnie inny charakter od mojego, co uważam za duży atut. Ja wiem, że jestem rozrzutna i lubię się pochwalić nowym ubraniem czy zrobić wrażenie na gościach elegancją naszego wspólnego domu. Jurek mógłby mieszkać w pięćdziesięciometrowym, skromnym mieszkaniu w centrum Bielska i dla niego byłoby to wystarczające. Gdyby nie moje usilne namowy i starania, nasz dom pewnie nigdy by nie powstał i całe życie gnietlibyśmy się w bloku.

Lubię skromność mojego męża, jednak od czasu do czasu strasznie mnie ona denerwuje. Dobrze, gdy ktoś jest oszczędny i mało wystarcza mu do szczęścia, jednak nie należy przesadzać. Uważam, że lepiej jest od czasu do czasu wydać więcej pieniędzy na coś lepszego i porządniejszego, niż co chwila kupować kiepskiej jakości produkty. Mój mąż, gdyby nie ja, na pewno zdecydowałby się zadowolić czymś tańszym, co po kilku pierwszych użyciach nadawałoby się wyłącznie do wyrzucenia.

Nie musze chyba wspominać, że to ja odpowiadam za to, co znajduje się w szafie mojego męża, dyrektor oddziału Bielsko-Biała. To ja dbam o to, żeby mąż wyglądał jak na dobrego dyrektora przystało, a nie chodził dzień dnia w tej samej koszuli i nie narażał się na złośliwe komentarze ze strony podwładnych. Mąż dostosowuje się do moich zaleceń, bo wie, że ze mną nie wygra. Woli od razu przystać na moje propozycje niż tracić czas i nerwy na zbędne kłótnie, w których w końcu i tak to ja wygram.

Uczuciowy misz-masz

Przed chwilą dowiedziałam się, że mój dawny dobry kolega (no dobra, powiedzmy, że były chłopak), którego pod wpływem impulsu i złego humoru rzuciłam jakieś trzy lata temu został dyrektorem oddziału w Radomiu! Kurczę, gdybym wiedziała, że Rafał zajdzie tak daleko i to w tak krótkim czasie na pewno dwa razy rozważyłabym nasze rozstanie, bo w końcu bycie dziewczyną, a ostatecznie i żoną dyrektora oddziału to nie byle co. Wolę nawet nie myśleć ile teraz Rafał zarabia i ile razy tymi zarobkami przebija mojego obecnego chłopaka, który jest zwykłym elektromechanikiem samochodowym.

16Gdy koleżanka powiedziała mi o zawrotnej karierze Rafała, dyrektor oddziału Radom, przyznam, że coś ścisnęło mnie w dołku i nagle poczułam wyrzuty sumienia przeplatane z zazdrością. Zapragnęłam w jednej chwili rzucić wszystko, pojechać do Rafała i przeprosić go za dawne krzywdy. Wiem, że wygląda to nie za dobrze, bo świadczy o moim materializmie, ale cóż zrobić. Całe życie żyłam w biedzie licząc pieniądze od pierwszego do pierwszego i  modląc się, bym akurat w tym miesiącu na nic nie zachorowała, bo przyjdzie mi wybierać między lekami, a jedzeniem.

Gdybym została z Rafałem i nie unosiła się honorem po którejś z naszych dużych kłótni teraz nie musiałabym się martwić o pieniądze, a chleb z masłem i serem zastąpiłabym wyjściami do wykwintnych restauracji. Na miejscu lumpeksu pojawiłyby się galerie handlowe, a zamiast organizować sobie prywatny salon piękności w domu, na farbowanie włosów chodziłabym do salonu fryzjerskiego.